AUGUST 16, 2015



Nadszedł długo wyczekiwany urlop, po czym minął w mgnieniu oka. Obrany przez nas kierunek to Mykonos i Santorini. Cykad na Cykladach wprawdzie nie było, ale za to zwiększyła mi się tolerancja na polskie upały, po stokroć dokuczliwsze niż te w Grecji. Na Mykonos wieje. Uściślając, wiatr podejmuje nieustające próby rozczłonkowania ciała. Pierwszą, naturalną reakcją jest rozstrój nerwowy, po czym przyzwyczajamy się i zostajemy ‘kwiatami lotosu na tafli jeziora’. Akceptuję rozczesywanie włosów wieczorem przez 20 minut zamiast trzech przeciągnięć szczotką. Podczas późniejszego pobytu na Santorini tęsknimy za wiatrem, jak za serdecznym przyjacielem.

Na pierwszy ogień pstryki z hotelu.

Metronomy – The Bay


Nie, ta ładna walizka niestety nie należy do nas.









W pokoju.





Pianie kogutów i taki widok nastrajał nas po wstaniu z łóżka.


Hotel znajduje się w okolicy portu, niedaleko od centrum Mykonos. Rozświetlone po zachodzie statki i miasteczko umilały nocne spacery i pobyt na plaży.






Kotów na południu zawsze dostatek.