Domowy grudzień/styczeń


Kocham gada!

Co roku po świętach włącza mi się tryb “oby przetrwać do wiosny” i zadaję sobie pytanie dlaczego nie przeprowadziliśmy się gdzieś w ciepłe strony.

Ale staram się jakoś sobie ten czas umilić.

Oczywiście nie ma lepszych umilaczy od tej dwójki:)

Ostatnia zima z tymi widokami. Konie coraz mniej widać z za rozrastających się drzew.




Zimą jestem w stanie pić wyłącznie to co ciepłe.



Osłodziliśmy sobie grudzień.

Jeszcze kilka mrysiowych uśmiechów.


Pierwszy “samolocik”, od tamtej pory to jedna z ulubionych zabaw.











Trudniejsze chwile łatwiej było nam przetrwać z tą małą istotką rozpromieniającą się na nasz widok.

Dzięki temu, że B. od początku pandemii pracuje z domu, dni zwykle w znacznej części upływają naszej trójce na figlach i wygłupach.




Mrysiowych książek mamy już całą półkę. W grudniu najczęściej sięgaliśmy po “Co to jest ten śnieg?”

I skończyliśmy czytać Muminki.



A w styczniu stuknęło 5 miesięcy!



A masz gdzieś jakieś zdjęcia kompromitujące Dziczka czy tylko samo piękno i poezja? Takie zdjęcia co to wiesz, wyciągasz jako jokera, kiedy nastoletnia progenitura upiera się, że weźmie samochód i pojedzie na imprezę na drugi koniec kraju, mimo konieczności poprawy ocen?
haha mam różne, ale nie myślałam o nich w taki sposób;) dla nas są po prostu z kategorii zabawne/prywatne:)
Jakie urocze zdjęcia❤
przykro z powodu psiaczka :( trzymajcie się!
:*
Jaki słodziak! Bardzo serdecznie gratuluję! Swoją drogą zastanawiałam się dlaczego dłuższy czas u Ciebie nie było wpisów. :)
W taki śnieg, z odkrytymi kostkami umarłabym z zimna, więc nie dziwię się, że nastawiłaś się by przetrwać tylko do wiosny. Ja jestem strasznym zmarzluchem, więc u mnie taki look nie przejdzie. :D Pozdrawiam cieplutko! ;)